Marta Tomaszek

Miejsce i znaczenie zabawy w kulturze. Refleksja nad filozofią zabawy.

Na podstawie: Johan Huzinga „ Homo Ludens. Zabawa jako źródło kultury.”

Johan Huizinga wysuwa tezę, że kultura ludzka powstaje i rozwija się w zabawie i jako zabawa. W swojej pracy nie tyle sprawdza on jakie miejsce zajmuję zabawa pomiędzy innymi zjawiskami kulturowymi, co jak dalece, sama kultura ma charakter zabawy. Pojęcie zabawy staję się tutaj częścią składową kultury, a co z tym ściśle związane zaczyna być traktowana jako zjawisko kulturowe, a nie tylko i wyłącznie funkcja biologiczna „ Zabawa jako taka wykracza poza granice działalności czysto biologicznej, bądź też czysto fizycznej. Jest to funkcja sensowna.” Stąd możemy wnioskować, że  zabawa to coś ponad chęci utrzymania się przy życiu, a dodatkowo coś co nadaje pewien sens aktywności życiowej.   Autor tekstu wskazuję na fakt, że zjawisko zabawy jest starsze od kultury czego najlepszym przykładem są zwierzęta, które nie czekały na ludzi, aby Ci nauczyli ich zabawy, ale same ten proces wdrożyły w życie. Krzywdzące więc byłoby stwierdzenie, że zabawa jest tylko jednym z wielu elementów składowych kultury, a nie zaś kulturą samą w sobie. Muszę przyznać, że to z jednej strony zaskakujące dla mnie spojrzenie, z drugiej jednak strony bardzo proste  i po głębszym przemyśleniu całkowicie trafne ujęcie tej tematyki.

Niepewność dotychczasowych definicji zabawy – to jeden  z  problemów, z którymi próbuje zmierzyć się Johan Huzinga, zwracając uwagę odbiorcy tekstu na fakt, że wszystkie definicje i wyjaśnienia sensu zabawy łączy to, że podjęcie zabawy wynika z jakiejś nieznanej przyczyny, podlega biologicznemu celowi. Jest to jednak tylko cząstka składowa definicji. Prawdą jest, że człowiek może podjąć zabawę jako sposób na wyzbycie się nadmiernej aktywności i energii kumulującej się w organizmie, albo żeby zaspokoić potrzebę odprężenia lub też jako ćwiczenie w opanowaniu samego siebie lub nowej umiejętności. Wszystkie te wyjaśnienia są słuszne, jednakże tylko częściowe, ponieważ, gdyby którekolwiek z nich było decydujące musiałoby wykluczać pozostałe. Aby uzyskać pełną definicję zabawy musimy pochylić się dogłębniej na tym czym owa zabawa jest i jakie ma znaczenie dla osoby podejmującej daną aktywność. Większość osób analizujących pojęcie zabawa nie zadaje sobie podstawowych pytań, mianowicie: „Cóż stanowi dowcip zabawy? Dlaczego niemowlę skwirzy z radości? Dlaczego gracz zatraca się w swojej namiętności, dlaczego walka zawodnicza doprowadza tłumy do szaleństwa?” Odpowiedzią, która wysnuwa autor jest intensywność doznań. Ktoś mógłby zarzucić, dlaczego nie natura, przecież wydawałoby się to logiczne, że każdy z łatwością potrafiłby rozładować nadmiar energii czy zrelaksować się po dniu ciężkiej pracy korzystając z mechanicznych ćwiczeń i reakcji. Jednakże Huzinga śmiało formuje wniosek, z którego wynika, że to natura dała nam właśnie zabawę, aby poprzez radości i napięcia sprawiała nam przyjemność. Jestem głęboko oczarowana kolejnym, jakże prostym a zarazem bogatym stwierdzeniem Huzinga, który kończąc temat niepewności dotychczasowych definicji zabawy, pisze: „ Bawimy się i wiemy, że się bawimy, a więc jesteśmy czymś więcej niż jedynie rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna.”  

Przyjrzę się teraz za autorem, zabawie pod kątem czynnika kulturowego, którym bez wątpienia jest. W życiu codziennym zabawa może nam się przejawiać, jako specyficzny rodzaj działania dalece różniący się od normalnego, zwykłego życia. Jednakże Huzinga znów mnie zaskakuje twierdząc, że wszelkie pierwotne formy ludzkiej egzystencji są przesiąknięte zabawą.  I tutaj pojawia się na pierwszym miejscy mowa. Ta, mowa która pozwala odnaleźć się w życiu, która naucza, rozkazuje, określa i stwierdza. „ Mowotwórczy duch, igrając, przeskakuje nieustannie od materii do myśli. Za każdym wyrażeniem oznacza coś abstrakcyjnego, kryje się jakaś metafora, w każdej zaś metaforze kryje się zabawa słów.”  Przykładem, który pomógł mi zrozumieć to stwierdzenie jest mit,  poprzez mit człowiek już tysiące lat temu próbował zrozumieć rzeczywistość i sferę sacrum, robił to jednak na skaju powagi i żartu. W tym właśnie miejscu utkwiona została zabawa. Jednakże nie można nam zapomnieć, że pomimo tego, że mit był dla pierwotnych ludzi forma zabawy, to dał on także podwaliny pod: „prawo i ład, komunikację, wytwórczość, rzemiosło i sztukę, poezję, uczoność i wiedzę.”  W jasny sposób wynika z tego, że prawdziwa zabawa, sama w sobie stanowi podstawę i czynnik kulturowy. Wydaję mi się, że spojrzenie to było prawdziwe zarówno tysiące lat temu jak i obecnie, w XXI, chociaż teraz może jest trudniejsze do odczytu, ponieważ formy zabawy cały czas zmieniają się, nadając kulturze różnorodny kształt i charakter.

Czy można postrzegać zabawę jako samodzielną kategorię?  Jest to całkowicie powiązane z naszym sposobem postrzegania „zabawy.” Huzinga znów mnie intryguje, jednakże muszę przyznać mu rację. Zabawa w naszej świadomości stanowi całkowite przeciwieństwo powagi –  co według autora jest po prostu niezasadne.  Oznaczałoby to, że „zabawa jest nie-powagą”, z czego wywnioskować można, że zabawa jest niepoważna. A przecież sami doskonale wiemy, że zabawa może przyjąć bardzo poważną formę. Kolejną kwestią, którą porusza Huzinga jest śmiech. Śmiech jako indywidualna właściwość każdego człowieka nie musi być wcale ściśle związany z zabawą. Czy szachiści pochłonięci partyjką szachów śmieją się? Nie. Czy oznacza to, że nie bawią się w tym momencie? Zabawa nie jest równoznaczna z dowcipem i komizmem. Chociaż moglibyśmy odnaleźć poboczny związek komizmu i zabawy, zabawa ze swej natury nie jest komiczna Dlaczego? Ponieważ komizm jest blisko związany z głupotą, a  zabawa na pewno nie jest przejawem głupoty. Co nie oznacza, że jest ona mądra.  Huzinga twierdzi, że zabawa jest po za opozycją: mądrość- głupota. Po głębszej refleksji muszę mu przyznać rację, odwołując się dodatkowo to faktu, że mądrość i głupota mogą być rozpatrywane jako tak względne cechy ludzkiego życia, że trudno zakwalifikować zabawę, do którejkolwiek z tych opozycji. Autor tekstu w swych rozważaniach posuwa się jeszcze dalej, sugerując, że zabawa nie mieści się także w ramach: prawda – nie-prawda oraz dobro – zło. Czyli pomimo tego, że zabawa jest „zajęciem duchowym” nie przypisano do niej funkcji moralizującej, co oznacza, że w swej prostocie nie jest ani cnotą, ani grzechem.  Skoro zabawa nie może być w sposób bezpośredni połączona z prawdą albo dobrem, czy możemy łączyć ją w swych rozważaniach z estetyką. Tego sam Huzinga nie jest pewny, ponieważ choć właściwości piękna nie przynależą do zabawy wprost, to przecież zabawa ma skłonności do korzystania z najróżniejszych elementów piękna. Już najwcześniejsze formy zabawy łącza się przecież z pięknem ruchów ludzkiego ciała, a obecnie z rytmem i harmonią, czyli atrybutami estetyki.

„ Wszelka zabawa jest najpierw przede wszystkim swobodnym działaniem. Nakazana zabawa nie jest już zabawą. Co najwyżej może być poleconym odtworzeniem zabawy.”   Oznacza to, że zabawa nie jest „zwykłym” życiem, a raczej czasową aktywnością o pewnych tendencjach i normach. Bardzo wyraźnie widzę to, o czym piszę Huzinga w swojej pracy jako terapeuta przedszkolny. Dzieci z olbrzymią łatwością bawią się, będąc przy tym świadome, że „ tak tylko udaję”, „ to na niby.” Autor twierdzi, że owe: „tylko” to przekonanie, że zabawa zajmuję niższe miejsce od tego co codzienne, traktowane poważnie. Uczucie to według Huzinga wydaje się być uczuciem pierwotnym. Czy wskazywałoby to na to, że już tysiące lat temu ludzie potrafili rozdzielić życie codzienne od czynności podejmowanych dla przyjemności? Jednakże czy nie zastanawialiśmy się kilka akapitów wcześniej nad tym, że zabawa i „życie poważne” są nierozłącznie ze sobą powiązane i trudno wydzielić z nich  postrzegalne elementy.  Chyba zostanie to kwestią sporną wielu badaczy… Jednakże według Huzinga  wszyscy, którzy zajmują się analizowaniem pojęcia: „zabawa” są zgodni co do tego, że ma ona charakter bezinteresowny. Przez co, możemy rozpatrywać zabawę, jako coś co dokonuje się dla zadowolenia. Biorąc pod uwagę fakt, że zabawa ma charakter powracający i regularny, jawi się ona nam jako uzupełnienie życia. Przez to śmiało możemy wnioskować, że zabawa w pewnych aspektach jest niezbędna do pełni życia. Ową niezbędność możemy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach: jednostki i całego społeczeństwa. Dla człowieka jest ona zaspokojeniem duchowo-społecznym, natomiast dla społeczeństwa jest funkcją kulturową. Pojawić się zatem może pytanie: „ czym zabawa różni się od codziennego życia?” Odpowiedź jest prosta: miejscem, w którym jest realizowana i czasem trwania- posługując się językiem Huzinga można powiedzieć, że różni się odrębnością i ograniczonością. Oznacza to, że zabawa w pewnym określonym momencie zaczyna się i kończy. Jednakże koniec gry, nie jest równoznaczny z tym, że owa gra z przeszłości przestaje istnieć. Wręcz przeciwnie, nadal istnieję jako duchowy wytwór o zmienionym kształcie, nie jako ruch a jako wspomnienie, do którego w każdym momencie można wrócić i które można powtórzyć. I to właśnie owa powtarzalność jest jedną z najistotniejszych cech zabawy. Ważną kwestią, która porusza Huzinga jest to, że w obrębie miejsca zabawy panuje wyjątkowy w swym rodzaju porządek, idąc dalej możemy stwierdzić, że skoro zabawa tworzy porządek to sama musi być ładem. Ładem z regułami, ponieważ każde odstępstwo od ściśle określonych zasad powoduje, że najwykwintniejsza zabawa w jednym momencie traci swój urok i wdzięk, stając się banalna.  Oczywiście, także i pod koniec tego rozdziału Huzinga skłania mnie do refleksji prostym sformułowaniem: „Zabawa łączy i dzieli. Przykuwa. Urzeka, czyli: oczarowuje.”  

W czym tkwi tajemnica zabawy? Autor tekstu sugeruje, że w tajemnicy, którą za sobą pociąga. „ W sferze zabawy nie obowiązują prawa i obyczaje pospolitego życia. My jesteśmy i my robimy to „inaczej”.” Widać to bardzo wyraźnie w przebraniu, to właśnie ono w pewien niezwykły sposób dopełnia niezwykłość zabawy. Przebrana osoba „gra” inną istotę – „jest” inną istotą.  

Chciałabym podsumować moje rozważania cytatem Huzinga: „Zabawę można nazwać czynnością swobodną, którą odczuwa się jako „ nie tak pomyślaną” i pozostającą po za zwykłym życiem, a która mimo to może całkowicie zaabsorbować grającego; czynnością, z którą nie łączy się żaden interes materialny, przez którą żadnej nie można osiągnąć korzyści, która dokonuje się w obrębie własnego określonego czasu i własnej określonej przestrzeni; czynnością przebiegającą w pewnym porządku według określonych reguł i powołującą do życia związki społeczne, które ze swej strony chętnie otaczają się tajemnicą lub za pomocą przebrania uwydatniają swoja inność wobec świata.